RSS
 

Highway to hell

23 sty

Kolejne trzy dni razem, pierwszy dzień rozłąki tygodniowo-pracowej. W tym tygodniu jest dramat.

Byliśmy na desce. Pardon, on był na desce, ja zdecydowanie częściej łapałam z deską równy poziom. Od wielu lat chciałam się nauczyć, nigdy się nie składało. W końcu wiem jak to jest na snowboardzie. Moje ciało za to zgłasza bunt na wszystkich frontach. Nie podoba mu się ten powrót do sportu – mięśnie nie ogarniają, epi panikuje. W niedzielę poddałam się zdecydowanie za wcześnie jak na moje chęci, ale głowa nie pozwoliła na więcej. Hiperwentylacja, brak sił, hiperwentylacja, ból. Koniec jazdy.

To dla mnie ostra lekcja pokory. Zawsze byłam sprawna, zawsze byłam wysportowana. A tu zaczynam od początku. Ani mięśni, ani skilla. Wszystko od zera, od poziomu inwalidy, którym się stałam przez półtora roku nieregularnego uprawiania sportu. I znowu, ból mięśni jest niczym w porównaniu z bólem psychiki. Kolejne przełamanie, które mnie czeka. Muszę dać radę.

Obolała i przeziębiona siedzę w pracy, nie mogę sobie pozwolić na dalszą nieobecność. Ale nie to jest najgorsze. On sobie nie radzi z tą sytuacją kompletnie. Nie radzi sobie z wkładaniem mnie do pociągu, z patrzeniem jak odjeżdżam. Dla mnie to ciężkie, ale on przechodzi sam siebie. Nie śpi, nie je. Głos ma zgaszony, wariuję jak Go słyszę w takim stanie.

Sytuacja się odwraca. On przeżywał ciężkie chwile patrząc jak sama próbuję ogarnąć jazdę na snowbordzie, ja nie mogę wytrzymać wiedząc jak mu jest ciężko i widząc jak próbuje sam to ogarnąć.

Masakra.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dobry dzień

17 sty

I dobry początek Roku. Naprawdę dobry. Tak jak lata 2009 – 2011 wydawały się być pasmem małych trzęsień ziemi, tak od niedawna zalewa mnie dobrobyt. Mnie i otoczenie. Praca się znajduje, związki układają. Tylko z matką jakoś niespecjalnie mogę się dogadać.

W bezpośrednim kontakcie z Tomaszem, moja matka była grzeczna. Poprawna, uśmiechnięta i bezproblemowa. Jej postawa była na tyle przekonująca, że sam Tomasz nie rozumie moich spięć z rodzicielką. Uważa, że przesadzam. Może i przesadzam ale..

- Mamo, jadę do Norwegii na tydzień
- Po co, przecież to strasznie drogi kraj?
- Tomasz zabiera mnie na wycieczkę
- a stać go w ogóle na taką wycieczkę??

I jeszcze drugi występ:

- Abym kogoś postrzegała jako mężczyznę, musi mieć 185cm wzrostu. Ile ma Tomasz?
- Jakieś 180cm.
- Sama więc widzisz, że do mężczyzny trochę mu brakuje.

Tomasz oczywiście nie wie o rozmowach tego typu, wolę żeby miał pozytywny obraz matki. W końcu nigdy nie wiadomo ile tak naprawdę po niej odziedziczyłam. Bardzo się boję, że kiedyś i u mnie pojawią się takie wstawki, taki brak szacunku do innych ludzi. Boli tylko to, że tak naprawdę nie wiadomo skąd się matce to wzięło. Jej rodzice tacy nie byli, ojciec też nie szufladkuje ludzi po wzroście albo wykształceniu.

Gdybym miała zgadywać, winowajcą zostałaby korporacja, w której siedzi już ponad 15 lat. Zaszła daleko, jest kimś.

Czasem i mnie się dostaje, że niczego nie osiągnęłam na dobrą sprawę. A ja tak naprawdę wcale nie chcę osiągać. Chcę rodzić i wychowywać dzieci, w jakimś domu w środku lasu. Tyle mi jest potrzebne do szczęścia.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dzień zero

13 sty

Przyjeżdża w końcu. Nie bez problemów, nie bez zawirowań, ale będzie. Odetchnęłam.

Odległość nie jest wielkim problemem. Integracja światów już tak.  Zupełnie inny ten świat warszawski, na pierwszy rzut oka bardziej tolerancyjny, ale czy to naprawdę lepiej? Sami sobie utrudniliśmy to życie, teraz już nic nie jest pewne. Złośliwość nazywają poczuciem humoru, chaos – radzeniem sobie po swojemu. Brak konsekwencji nie jest niczym innym jak podążaniem za własnym sercem i szukaniem ścieżki. Niby rozwój osobisty, niby zagłębienie się w siebie, znalezienie równowagi.

Z tej równowagi wychodzi sporo niewiadomych i sporo problemów przy okazji. I nie wiadomo już czy miłość jest tą miłością, o której mówi się tyle dookoła. Zaroiło się od układów, zabezpieczeń, blokad, warowni. Niby mi zależy, ale zawsze może przestać. Niby jestem, ale jak nie będę to też nic się nie stanie. Czy na pewno?

Z drugiej strony świat mało skomplikowany, ale i mocno ograniczony. Tak powinno być, takie są koleje dziejów. Nie sięgaj wyżej i dalej, bo to bez sensu. Z niższego konia według nich spada się bezpieczniej. Każdy jeździec wie jednak, że to bzdura.

Jak spadać to tylko z dużych wysokości.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Znowu tylko muzycznie

11 sty

If I gave you my love,
I tell you what I’d do
I’d expect a whole lotta love outta you
you gotta be good to me
I’m gonna be good to you
there’s a whole lotta things you and I could do
hey hey hey hey hey
simply beautiful
what about the way you love me
and the way you squeeze me
hey hey simply beautiful hey
and you get right down it
and the love is getting you through it
simply beautiful

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

5 to go

09 sty

Z ośmiu zrobiło się pięć na dzień dzisiejszy.

Muszę powiedzieć, że nie zdawałam sobie sprawy ile radości daje mi koń. Wczoraj miałam jeździć chwilę, a spędziłam w siodle jakieś półtorej godziny – o mały włos noc nie zastałaby mnie w lesie. Wysiłek fizyczny, tlen, zwierzak, przyroda. To wszystko ładuje akumulatory i sprawia,  że chociaż na chwilę przestaję myśleć o tym, że On tam a ja tutaj.

Ostatnio ciągle słyszę o tym jaka to ja jestem poukładana i konsekwentna w kwestiach związkowych. Bzdura, jak może  być poukładany ktoś, kto tylko w zeszłym roku wyprowadził z domu dwóch facetów, a w międzyczasie uwiódł i porzucił trzeciego. Mess up był spory, sama się dziwię jak mogło do tego dojść. Przecież moim celem zawsze był stabilny i długoterminowy związek.

Próbowałam różnych wariantów, różnego start upu – fascynacji seksualnej, „dojrzałej” relacji od lat, bezpiecznego układu. Patrząc na 10 lat wstecz stwierdzam, że koniec końców liczy się tylko miłość.  Zakochanie, szaleństwo od pierwszego dnia. Wszystkie inne rodzaje więzi można sobie z powodzeniem ogarnąć w przyjaźni.

A propo przyjaźni. Po raz pierwszy ze względu na związek nie mam problemu z poświęceniem relacji z Przyjacielem. Wiem, że to się po prostu nie uda. Przyjaciel nigdy nie przestanie robić mi uwag w stylu „zawsze mogę Cię pocieszyć”, a Tomasz nigdy tego nie zaakceptuje.

Tomasz jest zresztą tylko jedną stroną medalu. Są jeszcze dwie. To kobieta Przyjaciela i alkohol, który go pochłonął ostatnimi czasy. Znam ten motyw, widziałam go już kilka razy. Wiem, że Przyjaciel zdradziłby ze mną kobietę, gdyby tylko miał okazję. Wiem też, że nie przestanie pić, albo przestanie – tylko na chwilę. Nie mogę mu już pomóc. Nie mogę.

Boli, ta bezradność, której tak nie cierpię. To jednak nie jest moje życie. To nawet nie jest mój facet. Kiedyś nie miałam problemu w odbieraniu terytorium jego kobietom, obecną lubię i mocno jej współczuję.

Nadal jednak nie jestem w stanie im pomóc.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

07 sty

Dzisiaj na peronie prawie pękło mi serce. Po dwóch dniach spędzonych w raju, pociąg zabrał moje szczęście na głębokie południe. Muszę się z tym pogodzić, nauczyć się funkcjonować w tej rzeczywistości. Znowu licznik wskazuje 7 dni, może nawet 8. To już było grane i przeżyliśmy, teraz też przeżyjemy.

Na tą konkretną chwilę jest cholernie ciężko. Zupełnie jakby mnie ktoś wyrzucił z ciepłego domu na mróz.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Oddech normalności

05 sty

W pracy sinusoida. Dobrze, źle, dobrze, źle. Nerw, bez nerwu, radość, nerw. Taka już chyba ta branża reklamowa impulsywna, od zarania. A może to tylko u nas? Młody kapitalizm to i młody marketing. Pocieszający jest fakt, że coraz lepiej sobie radzę z tymi zmianami, porywczością, poskramiam temperamenty.

Dojrzewam zawodowo.

Coś jest w tej mojej pracy. Zawsze mi się wydawało, że życie zawodowe nie jest dla mnie istotne, że jestem w stanie zrezygnować z niego praktycznie z dnia na dzień. Teraz myślenie przybrało realny kształt, w ciągu najbliższych 6 miesięcy okaże się czy muszę zrobić przestrzeń dla człowieka z innej galaktyki, czy wręcz przeciwnie. Z tyłu głowy dzwoni tylko „czy naprawdę byłby w stanie utrzymać mnie gdyby musiał”? Do tej pory każdy facet deklarował, że to jest poza dyskusją.

A potem ja zapierdalałam a faceci się wycofywali.

Niby to takie normalne, biologicznie zaprogramowane. Przecież będzie musiał nas utrzymać jak urodzę mu dzieci. I co z tego, większość kolesi nie myśli tak jak ja. Mamy równouprawnienie, kobieta może zabezpieczyć swoje przychody sama. Może zarabiać, rodzić, wychowywać i ogarniać męża.

Zrobiłyśmy sobie dużą krzywdę tą ślepą emancypacją za wszelką cenę.

Tak, widzę jej pozytywne strony. Widzę, naprawdę. Ale czy faktycznie tyle uciśnionych, pobitych i gwałconych kobiet odzyskała wolność? A ile żon i matek w otoczeniu zakłada golfy i długie rękawy i dzielnie podąża do pracy, mimo siniaków i ognia w łonie? Ile nadal twierdzi, że mąż je kocha, tylko „czasem się zapomina”? Wmawiamy sobie iluzję, że teraz jest lepiej.

Teraz biją tak samo, gwałcą tak samo i piją tak samo. A w dodatku oczekują, że przyniosę drugie tyle kasy do domu.
Zabierzcie swoją idiotyczną emancypację.

Wyszło grobowo, chociaż nadal mam motylki w brzuchu. W ciągu ostatnich tygodni przynajmniej kilka razy dostałam gorzką lekcję. Gdzie się chowałaś, dlaczego patologia jest dla Ciebie normalna. Nie wspieraj zachowań niegodnych, przecież nie zgadzasz się z nimi w głębi duszy.

Jenny, mam na imię Jenny…

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Noworocznie

04 sty

Nowy Rok  zaczął się wcześniej, bo 27 grudnia. Połowiczno-spontaniczny wyjazd do Krakowa zaowocował gromem z jasnego nieba. Znalazłam swój raj w zupełnie niespodziewanym miejscu, z niespodziewanym człowiekiem.

Wczoraj mój ojciec dostał pracę, po 3 latach szukania. Wiadomo, bez znajomości się nie obyło – podczas szukania korporacje nie zaoszczędziły tacie upokorzeń, włącznie ze stwierdzeniem, że „zespół może sobie nie poradzić z jego wiekiem”.  Nowemu pracodawcy wiek nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Chociaż bez polecenia pewnie by nie dał rady..

Im dłużej obcuję z moją matką, tym bardziej mam wrażenie, że nie szanuje ludzi. Właściwie nie jestem pewna czy to brak szacunku, brak zaufania czy po prostu zwykły strach, brak pewności siebie. Wiem jedno – matka się boi wyjść ze skorupy i z tego błogiego myślenia, że wie jak świat jest urządzony. Eldo powiedziałby, że jest depozytariuszem prawdy ostatecznej i chyba ma rację, bo moja matka po prostu wie lepiej. Zawsze i wszędzie.

W piątek zafunduję jej szok, bo zobaczy Tomasza. A Tomasz nie ma nic wspólnego z jej wymarzonym księciem dla córeczki.

I dlatego zakochałam się w nim do szaleństwa.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Koniec tygodnia

22 gru

W przyszłym tygodniu połowiczno-spontaniczny wyjazd do Krakowa. Połowiczno, bo wiemy, że jedziemy już teraz. Spontaniczny, bo znam właściwie tylko jeden punkt programu – zapoznanie z moimi czołgowymi kolegami w realu. Poza tym planu brak, będziemy zdobywać nieznane.

Kiedyś spontany typu „wstajemy i jedziemy do…” były stałym punktem mojego życia. Dzisiaj teoretycznie nadal mogłyby być – taką już mam pracę. Ostatnio jednak zawsze był jakiś powód – bo kasa, bo czas, bo ktoś, kto patrzył na wyjazdy nieprzyjaznym okiem. Odzyskałam wolność a z nią przyszedł i oddech. Kasa jest unormowana, więc mogę szaleć.

To zawsze jest niewiadoma. Świetnie się bawimy podczas gry, sporo gadamy, więc każdy o każdym wie sporo. Znamy swoje głosy. Teraz już tylko wygląd. Ciekawe jak wyglądają, jak się poruszają, jaką mają mimikę. Czuję dreszczyk jak przed pierwszym zlotem ircowym.  Po trzech miesiącach grania dostanę ostatnie elementy układanki.

Mój klan stanie się realnym tworem.

 
Komentarze są wyłączone

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nastrój przedświąteczny

21 gru

Odkryłam niedawno klątwę pościeli. Mój poprzedni facet się wyprowadził dwa tygodnie po kupnie nowej, „wspólnej” pościeli, obecny wyprowadzał się dzień po tym jak moja matka kupiła pościel w prezencie. Mam nauczkę, żeby najpierw ogarnąć wszystkie zakupy tego typu, zanim się w ogóle w coś zaangażuję.

Skończyło się. Mimo dobrych chęci, ogromnego wysiłku z dwóch stron i czasu poświęconego związkowi, nie daliśmy rady spotkać się w połowie. Paradoksalnie tym razem jednak myślę, że damy radę się kontaktować jeszcze kiedyś. Rozstaliśmy się przed momentem, który zamieniłby pretensje we wzajemne obrażanie się.

Za kilka dni święta, na dworze znowu szaro.
Ale jakby spokojniej.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii